Na drogach Bośni, cz. 6 / On the road of Bosnia, part 6

PL / ENG below

Ala stwierdza, że nie da rady. Nie namawiam jej. W tych warunkach każdy musi znać swoje siły. Mimo iż patrząc na mapę i mając na horyzoncie poszczególne szczyty oraz wodospad można by pokusić się o pójście dalej, to jednak dzicz, brak szlaku, obuwia, torba na ramię, brak jedzenia i dość późna pora (było koło 16:00), a przede wszystkim niepewność Ali każą nam zawrócić. Widzieliśmy naprawdę wiele. Wracamy do Tjentište, jednak nie do końca drogą przebytą wcześniej samochodem. Idziemy szlakiem na skróty, gdzie jest naprawdę dziko. Roślinność jest niezwykle różnorodna i gęsta, drzewa zdrowe. Spróchniałe i obumarłe konary tworzą cudowną mozaikę kształtów, niespotykaną już w wielu miejscach Europy. Gubimy szlak. Ja chcę podążać w dół, już bez szlaku, Ala namawia, żeby zawrócić i go znaleźć. Na szczęście jej słucham. Znajdujemy go, natrafiamy na cudowną polanę, a następnie na ślady niedźwiadka i jego mamy, dla których z rzadka uczęszczany szlak był wygodniejszą alternatywą, niż przedzieranie się przez zarośla, skusiła ich zapewne również licznie rosnąca żurawina. Szaleję ze szczęścia. Czuję się tak mocno związany z naturą, a tutaj czuję ją w jednej z najbardziej pierwotnych możliwych form i to w prastarej słowiańskiej puszczy, gdzie większość roślin i zwierząt jest mi znana i jakoś bliższa, niż te w tropikalnych dżunglach. Czuję, że muszę tu wrócić, tylko do Sutjeskiej, na kilka dni albo może i tygodni. Z innym ekwipunkiem, przygotowany do spotkań z dziką zwierzyną.

dsc_3410
Po dotarciu do Tjentište patrzymy jeszcze raz na billboard’ową mapę Parku Narodowego. Biała plama przy wejściu do Perućicy nie jest aż tak ogromna i okazuje się, że za punktem widokowym rzeczywiście nie ma szlaku, że szliśmy totalnie na dziko, wiedzeni jedynie instynktem kozicy wysokogórskiej i wabieni widokiem wodospadu. Szlak idzie bardziej dołem, my natomiast podążaliśmy stromą granią szczytową, zapewniając siebie nawzajem, że brak szlaku spowodowany jest chęcią zniechęcenia wędrowców nie wyposażonych w czujne oko i pełne kieszenie przewodnika. Dalsze oględziny mapy przynoszą kolejną ciekawą informację. W miejscu gdzie zgubiliśmy szlak dochodząc już do wioski, gdzie ja chciałem iść na przestrzał i tylko na wyraźnie sugestie Alicji zawróciliśmy, jest… pole minowe!! No cóż, jak to miło być krok od śmierci lub kalectwa dwa razy w ciągu doby, pewnie także niedźwiedzica z maleństwem nas widziała i tylko czekała, aż wejdziemy prosto w jej szeroko rozpostarte ramiona.

dsc_3382
Biała plama na zdjęciu mapy, z którego korzystaliśmy na szlaku.

Alicjo, dzięki że jesteśmy cali i zdrowi!

Tym razem nocujemy na polu namiotowym na dwóch przytulanych do siebie ławkach, z dala od oczu ewentualnego stróża, dostrzeżeni jedynie przez, wędrującą wzdłuż rzeki nocą, kobyłę…


Alicja said she couldn’t make it. I didn’t convince her. In those conditions everybody had to measure their own stamina. Although, looking at the map, gazing on each peak on the horizon and staring at the waterfall one may be tempted to go ahead, through wilderness, lack of the trail and the footwear, bag over the shoulder, no food, rather late hour (it was about 4 p.m.) and most of all, Ala’s hesitation pushed us to turn back. We had seen a lot. We were coming back to Tjentište, though not exactly the same way as we had taken before. We were walking the trail, taking completely wild shortcuts. The flora was extremely diverse and dense, trees healthy. Worm-eaten and deadwood limbs created an incredible mosaic of shapes already forgotten in many places of Europe. We lost the way. I wanted to go downhill, this time without following the trail, Ala started to convince me to put back and find our way. Fortunately, I minded her. We found it, encountering not only adorable glade but also bear cub and its mother tracks, for which rarely busy trail was much more comfortable alternative than ploughing through bushes, perhaps numerous wild cranberry got them tempted as well. I was mad with happiness. I feel such a strong connection with nature, there I was able to feel it in its most initial form, what’s more, in the primeval Slavic backwoods, where most of flora and fauna are more familiar to me than these in the tropical jungles. I felt I had to come back there, only to Sutjeska, for a few days or maybe even weeks. With different kit, prepared for the meeting with wild game.

dsc_3410
After coming back to Tjentište we again started to examine the billboard map of the National Park. White bleached wipe wasn’t that big now and it came out that behind the viewing point there actually was no trail, that we were going into the wild, driven just by alpine chamois instinct and enticed by the waterfall vision. The trial goes lower, we were following steep mountain ridges instead, reassuring ourselves that lack of the trail was to discourage trekkers not equipped with the watchful eye and full of bread and honey pockets of guides. Further map examination brought us next interesting information. At the place we had lost the way while coming back to the village, where I wanted to go through and only at the explicit Alicja’s suggestion we turned back, there was a… minefield!! Well, how nice it is to be within an ace of death or crippledom twice a day, no doubt the bear with its cub had seen us and waited until we melt into its spread arms.

dsc_3382
White spot in the picture of the map that we used on the trail.

Alicja, thank you that we came safe and sound!

This time we stayed overnight on the campsite on two nestling benches, aloof from the eye of possible warden, spotted merely by, rambling by the riverside nocturnally, mare…

Advertisements

7 thoughts on “Na drogach Bośni, cz. 6 / On the road of Bosnia, part 6

  1. Looking at the beautiful photo above I could really feel your connection with nature while being there physically 🙂 Bosnia is not quite a popular destination but thanks to this post, I’ve had a different view about it.

    Liked by 1 person

  2. My Bosnian friends have always told me how beautiful their country is and your photos certainly confirmed it! It’s my hope I get to visit next year during my Europe trip and your story has really inspired me 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s