Na drogach Bośni, cz. 5 / On the road of Bosnia, part 5

PL / ENG below

…trzy dziewczyny z grupy nastolatków. Przyniosły nam mięso i chleb, które im zostały. Byliśmy dosłownie wniebowzięci, bo choć w chwili obecnej byliśmy najedzeni, to przecież rano będziemy mogli rozpalić grilla i podgrzać dary. Parę minut później doniesiono nam również zamknięta puszkę coli, sok, pół butelki wina oraz paczkę ciasteczek. Powiedziano nam żebyśmy rozpalili sobie ognisko, bo noc będzie zimna. To wszystko dostaliśmy od nastolatków. Gdzie jeszcze w Europie młodzież nie proszona o nic zdecydowała by się na taki gest?

dsc_3362

Noc spędzamy na stole, walcząc żeby z niego nie spaść. Rano grillujemy i zajadamy się „cevapi” oraz płatami boczku. Wysysamy również resztki szpiku kostnego z kręgosłupa jagniątka. Upajamy się gościnnością i bezinteresownością, która spotkała nas poprzedniego wieczoru. Potrójnie doceniamy każdy kęs mięsa, które smakuje nieziemsko. Po drodze do Tjentiśte jedziemy z chłopakiem mówiącym po angielsku, którego rodzice mieszkają w okolicy. Gdy dowiaduje się o Gazdanach, to mówi, że oni okradają firmy dla których pracują i potem robią takie imprezy, a wszyscy z tej ekipy nazywają siebie Gazdanami i są słynni na całą okolicę…

dsc_3381

Park Narodowy Sutjeska wije się kanionem rzeki o tej samej nazwie. Wzdłuż głównej drogi poszarpane krawędzie kanionu porastają pojedyncze drzewa tworząc kolejny niepowtarzalny krajobraz. Góry sięgają tu 2500 metrów. Hotel wraz restauracją i centrum sportowym w Tjentiśte nadal mocno osadzony jest w jugosłowiańskiej rzeczywistości. Robiąc zdjęcie mapy parku, napotykamy na Niemkę Marin, która również niepewna jest jakim szlakiem ma się dziś poruszać. Okazuje się, że dwójka Szwajcarów chce swoim kamperem podjechać aż pod wejście do Perućicy (czyli rzekomego, źle przetłumaczonego „rainforest”). Wstęp do Perucicy dozwolony jest jedynie pod okiem przewodnika, którego wynajęcie kosztuje 150 marek konwertowalnych (75 euro). Również liczba osób podążająca tym szklakiem ma być limitowana. W piątkę ruszamy górską, gruntową drogą, która na szczęście nie okazuje się zbyt trudna dla VW Transportera. Po pewnym czasie natrafiamy na szlaban w serbskich barwach, gdzie pobierana jest opłata za wjazd – 5 marek od pojazdu. Nasi germańscy znajomi grzecznie pokazują wcześniej zakupione bilety, o których my nie mieliśmy pojęcia, jednak uśmiechnięty strażnik, zakupu takowych od nas nie wymaga. Po dojechaniu na wysokość 1200 metrów jesteśmy u celu. Wejścia do Perucicy.

dsc_3388
Wszyscy zgodnie zauważamy, że o 200 metrów oddalony jest punkt widokowy i postanawiamy tam pójść wszyscy razem, a następnie się rozdzielić. Jest stromo, dziko, a widok zapiera dech w piersiach. Widzimy kilka szczytów oraz 70 metrowy wodospad Skakavac. Marin z jednej strony chce iść z nami, jednak jej poczucie niemieckiej odpowiedzialności zwycięża i rezygnuje. Wszyscy są wyraźnie przejęci naszą decyzją o pójściu Perucicą. Po kilku metrach muszę ściągnąć japonki i iść boso, biorę również torbę Alicji i przewieszam przez szyję, ciągnie mnie ona teraz ku dołowi. Każdy krok musi być przemyślany, nie rzadko pomagam sobie rękami. Jest bestialsko stromo, szlak nie jest nigdzie namalowany. Na szczęście deszcz nie padał od kilku dni i nie jest aż tak bardzo ślisko, choć skalne krawędzie są i tak dość mocno wypolerowane przez wiatr. Przejście kolejnych 200 metrów zajmuje nam niemal pół godziny. Dochodzimy do skalnego występku z jeszcze cudowniejszym widokiem…

dsc_3399

…three girls from the youth group. They brought us meat and a loaf of bread that weren’t used. We were literally delighted. Although at the very moment we were replete with food, the next morning we were able set the fire and heat up our gifts. Few minutes later a closed Coca-Cola can, some juice, a half bottle of wine and a package of biscuits were carried. We were told to make the fire because the night was going to be chilly. All of these we received from teenagers. Where else in Europe unasked young would decide for this gesture?

dsc_3362

We spent the night on the table, fighting no to fall down from it. In the morning we barbecued and feasted on ćevapi and few slides of bacon. We also drained the marrow from the backbone of a lamb. We were imbibing the hospitality  and selflessness which we had encountered the evening before. Threefold we appreciated each bite of the meat which tasted otherworldly. On the way to Tjentište we were going with a boy who spoke English, whose parents live somewhere in the area. When he heard about Gazdans, he said they were ripping off the businesses they worked for, then they threw such parties, all of them called each other Gazdans and they were well-known in the neighbouring…

dsc_3381

Sutjeska National Park snakes through the river canyon having the same name. Along the main road jagged edges of canyon are covered by individual trees, creating the next inimitable scenery. The mountains reach above 2 500 meters. Hotel with a restaurant and sports centre in Tjentište is still firmly rooted in Yugoslavian reality. While taking a picture of a map of the Park, we met German Marin who also wasn’t sure which trail she should take. It turned out that a Swiss couple were willing to go with their camper van up to Perućica (allegedly, wrongly translated “rainforest”). The entry to Perućica is permitted under the supervision of a designated guide, whose renting costs 150 convertible mark (75 euro). The number of people following the trail is also limited. Five of us started out on the mountain, territorial road which – luckily – didn’t seem to be too difficult for our VW Transporter. After a while on our way we found a barrier in Serbian taint, where a fee for entry was charged  – 5 mark per vehicle. Our Germanic friends politely showed earlier bought tickets that we hadn’t known about, however, smiling guardian didn’t require purchasing ones from us.  Once we reached  the height of 1 200 meters, we were on the spot. The entry to Perućica.

dsc_3388

We all noticed that 200 meters further there was a viewing point and all we agreed to go there together and then separate. It was steep, wild and the view took our breath away.  We saw a few tops and a huge 70-meter waterfall Skakavac. On one hand Marin desired to go with us, although her sense of German responsibility won and she resigned. Everyone was largely worried about our decision to hacked our way through Perućica. After several meters I had to slip my flip-flops and go barefoot, I took Alicja’s bag as well and slung over the shoulders, now it was dragging me downwards. Each step had to be measured, not rarely I used both hands to continue the expedition. It was brutally steep, the track was not marked at all. Fortunately, there was no rain for some time now, that’s why it wasn’t that slippery, although the rock edges were strongly polished by wind. Passing the next 200 meters took us almost half an hour. We reached the rocky ledge with even more marvellous view…

dsc_3399

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s